Blog Strategów Contentu


Display umarł, niech żyje reklama natywna? Nie do końca. Zarówno zamawiający, jak i twórcy reklam nadal nie potrafią sprawnie posługiwać się nowym, potężnym narzędziem.

Baner ciągnie ostatkiem sił

Wskaźniki CTR utrzymują się na dramatycznie niskim poziomie, co prowadzi do spadku zainteresowania reklamodawców. Odbiorcy są zirytowani inwazyjnością banerów i często korzystają z aplikacji blokujących ich wyświetlanie. Co gorsza, rozwój technologii mobilnej wyprzedził rozwój displayów. Reklamy wypychane na skraj strony po prostu nie są widoczne na wąskim ekranie urządzeń przenośnych.

W sukurs branży przychodzi reklama natywna, czyli zintegrowana z właściwą treścią strony, budzącą zainteresowanie użytkownika i wydająca się naturalnym, nieinwazyjnym elementem serwisu. Choć taka forma reklamy jest obecna w sieci już od pewnego czasu, nadal czeka na dopracowanie.

Najważniejszy jest kontekst

Jedną z największych wad reklamy natywnej w obecnym kształcie jest niewielkie zaangażowanie w jej tworzenie – twierdzi L. Jasmine Kim z PRdaily.com. Jak podaje jej serwis, współczynnik kliknięć dla reklamy natywnej sięga 1,37%, podczas gdy standardowe banery osiągają z trudem 0,1%. Wyniki mogłyby nawet być lepsze – gdyby reklamy były właściwie przygotowywane, a to, zwłaszcza w Polsce, nadal nie jest standardem.

Odbiorca powinien chcieć zapoznać się z treścią materiału, w którym znalazła się reklama, tymczasem rodzima branża zapomina, że najważniejsza jest właśnie wartość merytoryczna.

Reklama zazwyczaj nie spaja się z właściwą treścią, czego dowodzą tak głośne przypadki, jak budowanie pretekstowego artykułu wokół kilku zdjęć promowanych dżinsów. Dobra wiadomość jest taka, że problem został rozpoznany. Pole do usprawnień jej ogromne. Pozostaje działać.